Krok w bok, czyli o dziesiątym NetCampie02.24.09

Luty już w pełni, tymczasem ostatni wpis nosi styczniową datę. Biję się w piersi i przedstawiam niniejszym wrażenia z dziesiątego NetCampa. Wydarzenie odbyło się jeszcze w styczniu, dokładnie 29, w klubie 13 Muz. Zainteresowani, którzy nie byli, zapewne widzieli już filmy i prezentacje dostępne na stronie NetCampa, tym którzy nie widzieli polecam zwłaszcza pierwsze dwa filmy. Przyznaje się bez bicia, że był to mój pierwszy NetCamp na żywo, poprzednie (nie wszystkie) znam tylko z relacji foto/wideo.

Zacznę  od oczekiwań, a te po obejrzeniu relacji z edycji numer dziewięć były spore.  W tym kontekście dziesiąty Netcamp zapowiadał się z jednej strony ciekawie, głównie za sprawą prezentacji  “Technologia, biznes, czy socjologia - w którym kierunku dryfuje współczesny Internet?” panów z webhosting.pl, czyli Dariusza Nawojczyka, którego pamiętam jeszcze z artykułów w miesięczniku Chip, oraz Adama Golańskiego. Z drugiej zaś strony zaskakująco, bowiem ostatnią prezentacją dnia miało być “Współczesne zarządzanie projektami IT” Daniela Jabłońskiego, z Tieto, firmy w której obecnie sam pracuję i wiem, że z branża internetową firma ta wiele wspólnego nie ma. Mimo, że temat prezentacji prezentował się interesująco wydaje mi się, że różnice w zarządzaniu projektami w korporacji a zespole (małej firmie) realizującej internetowy start-up są znaczne. W związku z tym na tą prezentację czekałem z pewną obawą, ale z nie mniejszym zaciekawieniem. Trzecia, a tak naprawdę druga w kolejności prezentacja, czyli “Web 2.0 w resocjalizacji” Marcina Milke z HumanHills.com była dla mnie całkowitą niewiadomą.

Zaczęło się zgodnie z agendą, czyli od prezentacji Dariusza Nawojczyka i Adama Golańskiego.  Panowie zaczęli od przyszłości technologii w Internecie, gdzie mówili między innymi o technologii SaaS (System as a Service) czy renesansie JavaScriptu. Adam Golański w tej części mówił, moim zdaniem bardzo ciekawie, o możliwej przyszłości wiążacej się z Flashem, a także o piątym HTML-u.  Następnie poruszony został aspekt socjologiczny, w którym panowie skupili się głównie na wszechobecnym ostatnio w sieci Twitterze. Panowie docenili szybkość przepływu informacji, gdzie podany został przykład poinformowania przez jedną osobę całej społeczności małego miasteczka w Belgii o jakimś wydarzeniu. Oferta tego typu serisów przypomina mi trochę funkcjonalność opisu na Gadu-Gadu, gdzie również mogę napisać, że jestem w kinie albo, że na Open’erze zagrają Kings of Leon. Oczywiście w przypadku GG ta funkcjonalność jest bardzo ograniczona, no i do dyspozycji jest mniej niż 140 znaków, chociaż to akurat nie robi dużej różnicy. Kilka opini na temat Twittera, zostało również przedstawionych w czwartej i piątej edycji podcastu StackOverflow, prowadzonego przez Joela Spolsky’ego i Jeffa Atwooda, gdzie Jeff próbował namówić Joela by ten spróbował swoich sił na Twitterze. Gorąco polecam cały podcast, wszystkim którzy interesują się szeroko pojętą informatyką, a zwłaszcza bywalcom spotkań NetCamp, bo podcast kręci się głównie wokół internetowego startupu, tytułowego StackOverflow i zawiera moim zdaniem nieocenioną gamę wszelakich porad, sugestii i opinii.

Wracając do głównego wątku, Adam Golański w dalszej części opowiadał o problemach popkultury we współczesnym Internecie, gdzie wspomiał między innymi o niejakim Pedomisiu wypromowanym przez Wykop, czy ogromnej popularności pewnej dziewczynki zapoczątkowanej filmem w serwisie Youtube. Należałem chyba do mniejszości spośród obecnych na sali, która nie wiedziała kim jest Pedomiś ani wspomniana dziewczynka, ale w przeciwieństwie do Adama, popularność takich ludzi w internecie mnie nie dziwi, bo trend ten jest już też zauważalny w telewizji (np. pani Jola Rutowicz). Sprawą oczywistą jest, że w Internecie można znaleźć prawie wszystko, a największe serwisy takie jak Youtube, czy w Polsce Wykop rzadko promują treści ciekawe. Dużo częściej coś co ma śmieszyć albo szokować, czyli coś w co kliknie większość internautów.

Kolejny slajd poświęcony był zmianom, które zaszły na portalach społecznościowych, które stały się obecnie według Adama areną walki o pewne wpływy, np. polityczne. Wydaje mi się, że w Polsce zjawisko to jest jeszcze słabo widoczne, może uaktywni się podczas którejś z nabliższych kampanii wyborczych. Tak właśnie było w Stanach, gdzie bardzo aktywny w Internecie podczas kampanii był obecny prezydent USA Barack Obama.

Podczas ostatniej części prezentacji głos znów zabrał Dariusz Nawojczyk. Mowa była a biznesie, a głównie o złotych czasach dla hostingu i rozproszonych systemów obliczeniowych, czyli tzw. “chmury”. Na koniec powtórzone zostało to co można usłyszeć prawie od wszystkich bardziej doświadczonych, czyli że w Internecie na reklamie zarabiają tylko najwięksi, a więc wszyscy inni powinni szukać innej drogi zarobku.

Muszę przyznać, że była to bardzo ciekawa godzina (niemalże). Moje oczekiwania co do tej prezentacji nie zostały zawiedzione. Panowie przedstawili obecne trendy i wiele interesujących opinii. Osoby, które planują rozpocząć internetowy biznes lub już nad nim pracują dowiedzieli się na czym oprócz reklamy można zarabiać, albo jaki biznes będzie przyszłościowy. Jeżeli ktoś ma wolną godzinę czasu i interesują go opisane wyżej zagadnienia to polecam zapoznanie się z materiałem, który dostępny jest tutaj.

Po krótkiej przerwie przyszedł czas na drugą prezentację, czyli “Web 2.0 w resocjalizacji” Marcina Milke z HummanHills.com. Nie chcę się tu znęcać nad Marcinem, ale ta prezentacja mu zdecydowanie nie wyszła. Dało się wyczuć duże zdenerwowanie, o czym zresztą sam poinformował. Sama prezentacja wydawała mi się bardzo chaotyczna. Po pierwsze zabrakło jakiegokolwiek wprowadzenia, wyjaśnienia o chodzi. Szczególnie o tym, że wspomniany portal Web 2.0 jest na etapie planów, o czym dowiedziałem się dopiero pod koniec prezentacji.  Zdecydowanie za dużo czasu Marcin poświęcił opisywaniu doświadczeń z ośrodka, a za mało konkretom na temat tytułowego Web 2.0 w resocjalizacji. Na szczęście seria pytań po prezentacji wyjaśniła sporo niejasności i odrobinę polepszyła odbiór tego wystąpienia. Mimo to nadal nie mam pojęcia jak taki serwis miałby działać i jakie funkcjonalności zawierać. Marcin dużo razy porównywał planowany serwis do Naszej-Klasy czy Facebook’a, ale tworzenie serwisu o podobnej funkcjonalności byłoby moim zdaniem tworzeniem swoistego getta dla ludzi objętych resocjalizację. Taki serwis musiałby posiadać jakąś wartość dodaną i zapewne takie pomysły są, niestety nie przyszło nam ich poznać.

Ostatnią prezentacją dnia, była, wyczekiwana przeze mnie nie mniej niż pierwsza, choć z nieco innych powodów, “Kryteria sukcesów współczesnych  projektów” Daniela Jabłońskiego z Tieto. Pierwotnie miała ona nosić tytuł “Współczesne zarządzanie projektami IT”. Na szczęście w prezentacji Daniela znalazło się wiele cennych uwag i kilka porad ogólnych dotyczących prowadzenia projektów przydatnych dla każdego. Pytania w trakcie i po prezentacji również wskazywały na to, że została ona dobrze przyjęta. Były jednak również fragmenty, w których pojawiały się pojęcią dla mnie zupełnie nie zrozumiałe dotyczące zarządzania projektami. Mam nadzieję, że inni odebrali prezentację inaczej niż ja, bowiem ja cały czas jako tło tego o czym mówił Daniel widziałem dużą firmę, a nie internetowy startup. Może to wina początkowego nastawienia.

Wrażenia ogólne? Jak na pierwszego NetCampa na którym miałem okazję być osobiście było całkiem nieźle, mimo że drugą prezentację uważam za nieudaną, a treść trzeciej była moim zdaniem słabo związana z tematyką NetCampa. Momentami we znaki dawały się też problemy z mikrofonami. Całość uratowało jednak bardzo ciekawe wystąpienie gości z webhosting.pl, które trwało w sumie dłużej niż dwie kolejne prezentacje. Dodatkowo muszę zgodzić się z Danielem Jabłońskim, który na początku prezentacji pochwalił klimat, który towarzyszy spotkaniom NetCamp w klubie 13 Muz.

Niestety w porównaniu z NetCampem numer 9 edycja dziesiąta wypadła gorzej. Przede wszystkim tematyka i treść wszystkich trzech prezentacji podczas dziewiątego spotkania dotyczyły tego czego po NetCampie oczekiwałem. Prezentacje były wypełnione poradami i wskazówkami jak robić i nie robić startupów. Ostatni NetCamp za sprawą ostatniej prezentacji podryfował w szerzej nieznanym kierunku i nie była to wina Daniela. Moim zdaniem zaproszono nieodpowiednią firmę.  Zaniepokojony tym krokiem w bok  postanowiłem zaciągnąć wiedzy u źródła i dowiedzieć się czy na kolejnych spotkaniach możemy się spodziewać podobnych prezentacji. Poniżej cztery pytania i odpowiedzi Maćka Jankowskiego.

KK: Przed ostatnim NetCampem, ze względu na ograniczoną liczbę miejsc prosiliście o wcześniejszą “rejestrację” poprzez serwis Goldenline. Nie śledze wszystkich spotkań typu NetCamp, ale wiem, że na przykład Aula odbywa się typowej sali wykładowej. Czy rozważaliście przeniesienie NetCampa do sali którejś ze szczecińskich uczelni, czy może chcecie utrzymać klimat spotkań w klubie 13 Muz nawet kosztem ograniczonej liczby miejsc?

MJ:  Chcemy zachować obecny klimat który sprzyja integracji i dyskusji. W przypadku uczelni jest zupełnie inny klimat ktory nie sprzyja dyskusjom i tym różnią sie barcampy od typowych konferencji w dużych salach. Poza tym stawiamy nie na ilość, ale na jakość więc myślę że przy bieżącej frekwencji lokal jest w sam raz.

KK: Autorem ostatnia prezentacji dziesiątego Netcampa był Daniel Jabłoński z firmy Tieto, w której zresztą sam pracuje. Moim zdaniem firma Tieto ma niewiele wspólnego z branżą internetową, również temat prezentacji był słabo powiązany z tematami na stronie “Czym jest NetCamp?”. Czy możesz zdradzić co było powodem zaproszenia tej firmy i czy na kolejnych NetCampach również powinniśmy się spodziewać prezentacji lokalnych firm IT, niekoniecznie związanych z branżą internetową?

MJ: Jeżeli chodzi o występ Tieto to już jakiś czas temu mieliśmy w ankietach sugestie na temat prezentacji odnośnie zarządzania projektami i dlatego padł taki wybór. Netcamp jest spotkaniem otwartym na propozycje uczestników, dlatego też robimy ankiety po każdym spotkaniu, a z nich wynika m.in. że ludzie są bardzo zainteresowani działalnością loklanych firm IT, dlatego nie ograniczamy sie tylko do internetu.

KK: W Ankiecie pytacie o propozycje firm lub osób, które chcielibyśmy zobaczyć na kolejnych NetCampach, jednak na oficjalnej stronie nie mogłem znaleźć listy tych, którzy już na Netcampie byli. Czy zamierzacie stworzyć taką listę?

MJ: W tej chwili nie mamy listy prelegentów, ale pomysl jest ciekawy i chyba dodamy nowy tag Agenda dla niusów z tematami/prelegentami.

KK: Kiedy można spodziewać się kolejnego NetCampa?

MJ: Kolejny Netcamp jak wyrobimy się z czasem odbędzie się w czwartek pod koniec lutego albo na początku marca.

Ostatnie pytanie zdążyło się już zdezaktualizować, bowiem już od tygodnia wiadomo, że kolejny, jedenasty już, NetCamp odbędzie się w bajbliższy czwartek o godzinie 18 w klubie 13 Muz. Agenda dostępna jest jak zwykle na oficjalnej stronie. Rzeczywiście zgodnie z odopowiedzią Maćka znów pojawią się lokalne firmy i to aż trzy: BLStream, IAI-Systems oraz Enterso.  Jednak tym razem każda z prezentacji będzie miała bezpośredni związek z Internetem. Po szczegóły odsyłam do agendy. Zapowiada się bardzo ciekawie.

Posted in Informatyka, Internet, Startup, Technologiewith 55 Comments →

Szczecin Green Festival, czyli czy Floating Garden to tylko puste hasło?01.29.09

Kilkanaście dni temu, we wpisie Festiwale i koncerty, czyli muzyczna mapa Polski, pisałem o tym, że Szczecin może wzbogacić się o Szczecin Rock Festival, który miałoby zorganizować Radio Eska. Organizatorzy liczą na finansowe wsparcie miasta w wysokości 1.6 miliona złotych. Jednak jak się okazuje nie jest to jedyna oferta jaką otrzymało miasto Szczecin. Jak dowiedziałem się z dyskusji w grupie “Szczecin” w serwisie GoldenLine, swoją koncepcję festiwalu przedstawiła miastu również szczecińska agencja Stereomatic.

Propozycja agencji, to Green Szczecin Festival, impreza mocno zorientowana na ekologię. Jak można przeczytać, w krótkim artykule zatytułowanym “Rock czy Green Festival Szczecin? Raczej Rock” w portalu gazeta.pl:

Program ma obejmować m.in. przegląd filmów ekologicznych, wytyczenie zielonej trasy Szczecina, masowe sadzenie przez szczecinian roślinek, prezentację firm, które działają na rzecz ekologii.

Jednak główną siłą napędową festiwalu miałyby być koncerty odbywające się w Amfiteatrze. Zainteresowany pomysłem i szansami na jego realizację postanowiłem zadać kilka pytań jednemu z pomysłodawców - Damianowi Haftkiewiczowi.

Krzysztof Kłobucki: Skąd pomysł na Green Festiwal?

Damian Haftkiewicz: Idea wydarzenia zrodziła się po prezentacji strategii Floating Garden. Tak naprawdę to nie stworzyliśmy nic mega oryginalnego. Oryginalna jest strategia, a my po prostu chcieliśmy wypełnić treścią formę.

Krzyztof Kłobucki: W ramach festiwalu chcecie łączyć cztery aspekty - wodę, miasto, zieleń i muzykę. Czy możesz krótko opisać każdy z nich?

Damian Haftkiewicz:

Zieleń

Wydarzenie zaplanowaliśmy w dniach 5-6 czerwca . 5 czerwca to dzień kiedy przypada Światowy Dzień Ochrony Środowiska . To doskonała okazja do zaprezentowania tego, co robi się w kierunku ekologii. w tych dniach w różnych miejscach w mieście, odbywać się miały animacje, związane ze Szczecinem, promocją atrakcyjnych ekologicznie miejsc miasta. Konferencje, spotkania, happeningi., wystawy, przedstawienia teatralne, akcje performance dyskusje, prezentacje, podczas których poruszany będzie problem ochrony środowiska. W wielu wymiarach i miejscach. Był pomysł żeby pewien procent, zysku biletów ze sprzedaży przeznaczony na działania proekologiczne w mieście itd.

Woda
Woda, daje życie. Bez wody nie byłoby zieleni. W tym roku rusza tak dawno oczekiwana przez wszystkich nowa oczyszczalnia w Szczecinie. Remontowana jest stara oczyszczalnia na Zdrojach. Chcieliśmy pokazać mieszkańcom miasta na co czekali. Otwórzyć dla zwiedzających podboje oczyszczalni, opowiedzieć jak działa. Pozwolić doświadczyć pewnej wiedzy. Dlatego nie bez powodu chcielibyśmy, aby pierwsza edycja festiwalu tematycznie była właśnie związana z wodą.

Miasto
Ideą Green Festiwal, jest aby zaangażować w to wydarzenie przede wszystkim mieszkańców samego regionu. Co więcej chodzi nam o to, aby pokazać że Szczecin potrafi. Że firma ze Szczecina, współpracując z miastem, idąc torem wytyczonym w strategii Floating Gardens, zapraszając inne szczecińskie firmy i organizacje, zorganizuje duży, oryginalny i przede wszystkim niepowtarzalny projekt! Projekt którego nie da się go skopiować na innym gruncie. Dlaczego? Bo Szczecin jest niepowtarzalny i chcemy ten fakt, po przez to wydarzenie podkreślić.

Muzyka
Festiwali w Polsce jest bardzo wiele. Każde miasto chce mieć festiwal. Który będzie tubą na kraj, region, a także jego siła i rozgłos będzie promieniowała za granicę. Szczecin leży w tak doskonały miejscu, że w przyszłości Green Festiwal ma szansę stać się znanym wydarzeniem także u naszych zachodnich sąsiadów. W marketingu istnieje zasada -> Wyróżnij się Albo Zgiń. Musimy dać więc coś jeszcze niż samych atrakcyjnych wykonawców, którzy są znani nie tylko w Polsce ale i za granicą. Znane nazwy wzmocnią przekaz tego co chcemy powiedzieć.

Krzysztof Kłobucki: Dlaczego wybraliście Szczecin?

Damian Haftkiewicz: Na to pytanie odpowiedziałem wcześniej. Ale reasumując - bo tu mieszkamy, bo lubimy to miasto, bo jest warte takiego wydarzenia.

Krzysztof Kłobucki: Jak władze miasta zareagowały na waszą propozycję?

Damian Haftkiewicz: Stwierdziły, że przyszliśmy z projektem zbyt późno. Faktem jest, że ofertę złożyliśmy 22 grudnia. Wcześniej projekt nie był zbyt dopracowany, aby pokazywać go na światło dzienne. Chociaż prawdą jest, że pierwszy raz o Green Festivalu miasto dowiedziało się na początku listopada.

Podczas komisji kultury i edukacji, dostaliśmy 25 minut z zapowiadanej godziny na prezentację projektu. Czuliśmy się zmarginalizowani. Ciężko mi jest teraz o tym mówić, ale po wyjściu z sali czułem ogromny żal. Po prostu nas nie wysłuchano.

Cieszy nas to, że projekt zyskał opinię interesującego. Wypowiadał się w tym tonie zarówno Prezydent Jarmoliński jak i Paweł Bartnik. To cieszy.

Krzysztof Kłobucki: Jak widzicie swoje szanse w starciu z Szczecin Rock Festival organizowanym przez Radio Eska?

Damian Haftkiewicz: Nie widzimy (uśmiech). I nie jest to starcie. W mediach usłyszałem, że złożyliśmy konkurencyjny projekt do Rock Festival. Ja bym powiedział, że nasz projekt jest pewną alternatywą dla tego wydarzenia. Podkreślaliśmy to wielokrotnie, że nie mamy nic przeciwko inicjatywy Eski. Ja np. chętnie zobaczył bym Coldplay’a, czy Raga Against the Machine na koncertach w Szczecinie. My po prostu przedstawiliśmy ofertę na coś więcej, niż na samą imprezę muzyczną.

Krzysztof Kłobucki: Kiedy możemy spodziewać się ostatecznej decyzji władz miasta?

Damian Haftkiewicz: Moim zdaniem projekt nie ma szans odbyć się już w tym roku. Choćby ze względów organizacyjnych. Miastu daliśmy czas do 6.02. Nie jest tajemnicą, że Eska ma jakieś problemy z wywiązaniem się ze wcześniejszej umowy. Szczegóły nie są mi jednak znane. Myślę, że właściciel Radio Eska jest poważnym partnerem do rozmów z miastem i wywiąże się z umowy. Gdyby nie, być może miasto zaproponuje nam negocjacje w sprawie Green Festivalu. Taka propozycja jednak do dziś nie padła. A do 6 lutego zostało nam jeszcze trochę.

Krzysztof Kłobucki: Czy planujecie starać się o organizację festiwalu w przyszłym roku, jeżeli nie udałoby się go zorganizować w tym roku?

Damian Haftkiewicz: Tak oczywiście.

Krzysztof Kłobucki: Czy zamierzacie proponować Green Festival innym miastom, jeżeli władze Szczecina odrzucą waszą propozycję?

Damian Haftkiewicz: Już dostaliśmy sygnały, że są mimimum dwa miasta, poważnie zainteresowane naszym pomysłem. Oczywiście w grę nie wchodzi ten rok, ale przyszły. Najpierw jednak poczekamy na finał rozmów miasta z Eską. Sam jestem ciekaw, co z tego wyjdzie. Oczywiście, życzę Esce powodzenia, ale będziemy bardzo uważnie śledzić ich działania.

Kiedy tworzone są strategie takie jak Floating Garden 2050 rządzącym często zarzuca się, że wymyślają coś z czego nigdy nie będą rozliczani, bo termin realizacji jest zbyt odległy. Propozycje takie jak Green Szczecin Festival są pewnego rodzaju testem dla władz miasta, dlatego dziwi mnie opisane nastawienie komisji kultury i edukacji na propozycję agencji Stereomatic. Szkoda, żeby interesująca wizja rozwoju miasta jaką jest projekt Floating Garden 2050 była tylko sloganem z przydrożnych reklam.

Nawet jeżeli nie ma szans, na realizację przedsięwzięcia w tym roku, miasto powinno wyrazić zainteresowanie jego realizacją w latach kolejnych. Brak takiego zainteresowania może skłonić pomysłodwaców do organizacji festiwalu w innym mieście. Festiwali takich jak proponowany przez Radio Eska Szczecin Rock Festival jest już w Polsce trochę i są organizowane przez większe firmy (Heineken, Pepsi, Coca-Cola). Proponowany Green Festival to wydarzenie, którego w Polsce nie ma.

Oczywiście najlepiej by było gdyby w Szczecinie odbyć mogły się oba festiwale. Jednak gdybym miał wybrać jeden wybrałbym Green Festival. Po pierwsze jest zapowiadany jako impreza wielopoziomowa, nie skupiająca się tylko na muzyce. Po drugie jak już wspomniałem byłby to festiwal jakiego w Polsce jeszcze nie ma. Zdaję sobie sprawę, że na początku festiwal może być skromny, ale uważam, że jego potencjał rozwojowy jest bardzo duży. Ekologia z pewnością będzie ważnym tematem jeszcze wiele lat, a firm, które byłyby zainteresowaniem sponsorowaniem takiego wydarzenia będzie coraz więcej. Każda firma chciałaby się zapewne dobrze kojarzyć, a jeżeli oprócz wspierania kultury może zarazem wspierać wydarzenie proekologiczne to zyskuje podwójnie.

Liczę, że władze Szczecina dostrzegą, że Green Festiwal to część która nie tylko znakomicie pasuje do układanki pod nazwą Floating Garden, ale stanowi świetną szansę dla miasta sama w sobie. Mam nadzieję, że (władze) doprowadzą do organizacji festiwalu, jeżeli nie w tym, to w następnym roku. Trzymam kciuki.

Posted in Kultura, Muzykawith 52 Comments →

Echa “The Crying Light”, czyli teledysk, wywiady i recenzje01.25.09

Po premierze najnowszej płyty Antony and the Johnsons - “The Crying Light”, przyszedł czas na pierwszy singiel, którym została moim zdaniem jedna z lepszych piosenek na płycie, czyli “Epilepsy is Dancing”. O samej płycie trochę więcej pisałem w Dobry początek roku, czyli nowa płyta i koncert Antony and the Johnsons.

Jak podaje oficjalna strona artysty Antony zaprosił do współpracy przy teledysku, swoich przyjaciół, braci Wachowskich (twórcy “Matrixa” i “V jak Vendetta”).  Ci z kolei do współpracy zaprosili malarzy Tino Rodriguez’a i Virgo Paradiso, którzy przygotowali kostiumy i scenografię, oraz  choreografa Sean’a Dorsey’a i jego tancerzy. Teledysk do jednego z lepszych utworów z płyty można zobaczyć poniżej.

Antony and the Johnsons - “Epilepsy Is Dancing”

Tymczasem w prasie i Internecie pojawiły się już pierwsze recenzje nowej płyty. W “Przekroju” Mariusz Herma przyznał “The Crying Light” piątkę, w sześciostopniowej skali. Jego krótka recenzja dostępna jest tutaj. Przeprowadził on również krótki wywiad z Antonym, który dostępny jest tutaj. Krótki wywiad można przeczytać również w styczniowej “Machinie”. W serwisie muzyczna.pl Michał Braum dał płycie mocne 8/10, natomiast Eliza Gaust w uwolnijmuzyke.pl pisze o małym rozczarowaniu. W podobnym tonie utrzymana jest rezencja Joanny Wojdas, którą można przeczytać na internetowej stronie tygodnika “Polityka”. Gorzej płytę ocenili Rafał Przygodny na nuta.pl i Jacek Skolimowski na stronie “Dziennika”.

Posted in Muzyka, Teledyskiwith 36 Comments →

Consumer Electronics Show 2009, czyli czy czeka nas kinowa rewolucja01.25.09

Consumer Electronics Show to coroczne targi elektroniki użytkowej odbywające się na początku stycznia w Las Vegas. Jak można wyczytać w serwisie DSP DesignLine, jednym z głównych tematów tegorocznej imprezy była telewizja 3D.  Firmy takie jak Panasonic, Philips,  czy Mitsubishi zaprezentowały podczas targów telewizory gotowe by wyświetlać obraz 3D.  Jak dotąd filmy takie można było zobaczyć wyłącznie w kinach. Moim zdaniem za jakiś czas wyłącznie takie będą w kinach wyświetlane.

Nie nastąpi to jednak zbyt szybko. Najwcześniej zmianę odczują dzieci, które już mogły obejrzeć kilka filmów w wersji trójwymiarowej. Jak podaje portal gazeta.pl, Pixar, Disney oraz DreamWorks wszystkie swoje filmy począwszy od tego roku będą wypuszczać w wersji 3D. Pierwszą większą produkcją, o której już dziś jest głośno, skierowaną do szerszego grona widzów będzie prawdopodobnie “Avatar” James’a Cameron’a (wcześniej m. in.: “Terminator 2″, “Titanic”), którego premiera zapowiadana jest na koniec bieżącego roku. George Lucas natomiast pracuje nad przeniesieniem w 3D swoich “Gwiezdnych Wojen”.

Znów odniosę się do informacji, które podała gazeta.pl w artykule z 22 kwietnia 2008 roku.

Dla wytwórni 3D jest pociągające z dwóch powodów: technologii tej nie da się (jeszcze) przenieść łatwo do domów, a ponadto ludzie są skorzy zapłacić trochę więcej za trójwymiarowe filmy.

Jak widać, na podstawie informacji podanych na wstępie, jeszcze nie trwało zbyt długo. Oprócz telewizorów będących w stanie wyświetlać obraz w nowej technologii, w Las Vegas zaprezentowana również pierwszą kamerkę internetową będącą w stanie nagrywać obraz 3D. Urządzenie ochrzczone imieniem Minoru, co po japośnku oznacza rzeczywistość, można kupić w sklepie Amazon za niecałe 90 dolarów.

Najazd nowej technologii do naszych domów nie nastąpi jednak tak szybko, mimo dostępności urządzeń. Głównym problemem są standardy.  Doskonałym przykładem jest tutaj Blu-ray, który dopiero rok temu uwolnił się od swojego konkurenta HD-DVD.  Od tego czasu sprzedaż płyt przeznaczonych do napędów z niebieskim laserem wyraźnie wzrosła. Podobnie będzie zapewne w przypadku filmów 3D. Klienci i dystrybutorzy będą czekać na wyklarowanie się jednego formatu zapisu trójwymiarowych filmów.

Kolejną wadą, która może opóźnić trójwymiarową ekspansję jest to, że aby obejrzeć film musimy mieć specjalne okulary. Wprawdzie nie miałem jeszcze okazji oglądać żadnego filmu w tej technologii, ale wizja konieczności zakładania okularów by obejrzeć film trochę mnie zniechęca. Jak donosi DSP DesignLine Philips opracował telewizor, w którym filmy 3D możemy oglądać bez zakładania na siebie czegokolwiek, ale niewielki ruch głowy powoduje, że obraz się rozmywa. Tak więc jak na razie musimy używać okularów.

Tak jak wcześniej napisałem uważam, że za jakiś czas filmy 3D kompletnie wyprą z kin filmy 2D. Podobnie jak filmy kolorowe zastąpiły czarno-białe, a udźwiękowione - nieme. Niektórzy twierdzą, żę filmy takie jak choćby “Piorun” nie zyskują zbyt wiele w 3D oprócz kilku sztuczek które dzięki tej technologii udało się do filmu dodać. Ja, mimo że, jak wspomniałem, żadnego filmu w 3D jeszcze nie widziałem,  jestem bardziej skłonny zgodzić się z autorem bloga Marketsaw, którego cytuje gazeta.pl.

Wszystkim, którzy twierdzą, że to tylko chwyt marketingowy, powiem po prostu: “Będziecie tymi, którzy twierdzą, że Ziemia jest płaska”

Uważam bowiem, że jesteśmy dopiero na początku poznawania możliwości jakie daje kino 3D. Jednak nie tylko kino i telewizja odczują skok w trzeci wymiar.  Kolejną branżą, która zostanie dotknięta dodaniem trzeciego wymiaru będzie z pewnością branża gier komputerowych. Możliwe, że w gry takie zagramy już na konsolach czwartej generacji, następcach Playstation 3 i Xboxa 360. Jest wiele niewiadomych, ale jestem pewny że 3D to przyszłość kina. Dlatego wkrótce zamierzam odwiedzić lokalny multipleks, by zobaczyć jak ta przyszłość będzie wyglądała.

Posted in Film, Kultura, Technologiewith 43 Comments →

Festiwale i koncerty, czyli muzyczna mapa Polski01.19.09

Po pierwsze ten wpis powinien powstać trochę wcześniej, bowiem rok już się zdążył dobrze zacząć. Z tego też powodu postanowiłem tu nie wrzucać festiwali i koncertów styczniowych, bo część się już odbyła a na drugą część pewnie nie ma już biletów. Dlatego zacząłem od lutego. Po drugie poniższy spis jest mocno niekompletny i będzie aktualizowany w miarę pojawiania się nowych informacji.  Po trzecie każdy koncert i festiwal ma podlinkowaną stronę z serwisu last.fm, gdzie często można się dowiedzieć czy koncert nie został odwołany lub w jakich cenach są bilety. I w końcu po czwarte spis dotyczy tylko festiwali i koncertów, w których biorą udział artyści zagraniczni.

Poniżej festiwalowo-koncertowa mapa. Koncerty oznaczyłem na niebiesko, a festiwale na czerwono. Kliknięcie punktu pokazuje szczegóły dotyczące wydarzeń w danym punkcie.

Wyświetl większą mapę

Na festiwalowej mapie polski zdecydowanie króluje Kraków z festiwalami Coke Live, Cracow Screen, Unsound i imprezą Wianki. Jednak za największy polski festiwal należy uznać gdyński Open’er. Rok temu o tej porze, znana już była co najmniej połowa jego wykonawców, tym czasem w tym roku jak dotąd nie znamy żadnego. Na szczecińskiej mapie oprócz drugiej edycji Boogie Brain, zapowiadana jest pierwsza edcyja Szczecin Rock Festival, który ma się odbyć w dniach 19-20 czerwca. Jeżeli wierzyć informacji na stronie last.fm organizatorzy zapowiadają dwie duże gwiazdy.

Co do poszczególnych artystów to jak na razie wiemy niewiele. Możliwe, że w tym roku zagra u nas U2. Nadal nie znany jest skład Open’era, Coke Live, czy łódzkiego Pepsi Vena Music Festival. Z tego co już wiadomo cieszy mnie przede wszystkim kwietniowy koncert Antony and the Johnsons. Widzów nie powinno zabraknąć również na koncertach Depeche Mode, Travis czy Lenny’ego Kravitz’a.

FESTIWALE

(chronologicznie)

PROGROCK

16 - 17 lutego

Katowice | Teatr Śląski

SBB | RPWL | Overhead | Shadowland | Tinyfish | DeeExpus Project

METALMANIA FEST

7 marca

Warszawa | Stodoła

www.metalmind.pl/metalmania/

The SuperGroup | Carnal | Incite | Exodus | Overkill | Soulfly

ASYMMETRY FESTIVAL

17 - 19 i 23 - 26 kwietnia

Wrocław | Filrej, Mekka

www.asymmetryfestival.pl

Baroness | Ufomammut | Lento | 65daysofstatic | At The Soundawn | Tummo | Amenra | A Storm Of Light | Tephra | Kingdom | Venetian Snares | Otto von Schirach | Dälek | Mamiffer | Destructo Swarmbots | Oddateee | House Of Low Culture | Lvmen | Ema Camelia | Yull | Drifted Shadows | Minsk | Blindead | This Will Destroy You | Tides From Nebula

BLUES ROCK JAZZ WARSAW FESTIVAL

23 - 25 kwietnia

Warszawa | PKiN, Palladium

www.festival.waw.pl

Medeski Martin & Wood | Jazz BigBand Graz | Joe Bonemassa | Magic Slim & Teardrops | Level 42 | Voo Voo

SZCZECIN MUSIC FEST

25 kwietnia, 24 maja, 4 czerwca, 24 czerwca, 7 lipca, 9 lipca

Szczecin | Filharmonia Szczecińska, Zamek Książąt Pomorskich

www.koncerty.com/szczecin/

Jazz BigBand Graz | Nicola Conte | Orchestra Baobab | Chick Corea | Calexico | Kronos Quartet

SELECTOR FESTIVAL

5 - 6 czerwca

Kraków | Błonia

www.selectorfestival.pl

Franz Ferdinand | Orbital | Röyksopp | CSS | Fischerspooner | Dizzee Rascal | New Young Pony Club | Digitalism | Deadmau5 | Busy P | DJ Mehdi | Agoria

WIANKI

20 czerwca

Kraków | Bulwary Wiślane

www.wianki.krakow.pl

Lenny Kravitz

MALTA FESTIWAL

22 - 27 czerwca

Poznań

www.malta-festival.pl

Nine Inch Nails

SZCZECIN ROCK FESTIWAL

24 - 25 czerwca

Szczecin | Stadion Pogoni Szczecin

Limp Bizkit | Kaiser Chiefs | Chris Cornell

OPEN’ER FESTIVAL

2 - 5 lipca

Gdynia | Lotnisko Babie Doły

www.opener.pl

Arctic Monkeys | Basement Jaxx | Buraka Som Sistema | Crystal Castles | Duffy | Emiliana Torrini | Gossip | Hjaltalín | Kings Of Leon | Lily Allen | M83 | Madness | Moby | Pendulum | Placebo | Q-Tip | Satnigold | Speed Caravan | The Kooks | The Prodigy | The Ting Tings | White Lies

BOOGIE BRAIN

17 - 18 lipca

Szczecin | Park Kasprowicza, Teatr Letni

www.boogiebrainfestival.pl

Sabbia | Jacek Mazurkiewicz | Eastwest Rockers | Robert Owens | Inner City Dwellers | Jazzanova | Scratch Perverts | Robert Busha | Eva Navrot | Tymański Yass Ensemble | Prosumer | Murat Tepeli | Elif Bicer | Roy Ayers | DJ Storm | MC Rage | Coki | Sgt Pokes

OFF FESTIVAL

6 - 9 sierpnia

Mysłowice | Słupna Park

2009.off-festival.pl

Health | Spiritualized | Fucked Up | The Thermals | Lech Janerka | The Week That Was | The National | Crystal Antlers | Jeremy Jay | Ólafur Arnalds

AUDIORIVER

7 - 8 sierpnia

Płock | Plaża nad Wisłą

www.audioriver.pl

Telefon Tel Aviv | The Whip | Ritchie Hawtin | Efdemin | Seba | Paradox | Mitsabishi | Rusko | Caspa | Radio Slave | Daniel Bell | The Mole | Moderat | Ewan Pearson | Catz ‘N Dogz | Dirtyphonics

FESTIWAL NOWA MUZYKA

28 - 30 sierpnia

Katowice | Teren byłej KWK “Katowice”

www.festiwalnowamuzyka.pl

Flying Lotus | Dan Le Sac vs. Scroobius Pip | Hudson Mohawke | Jon Hopkins

ORANGE WARSAW FESTIVAL

4 - 5 września

Warszawa | Plac Defilad

www.orangewarsawfestival.pl

N.E.R.D. | MGMT

SACRUM PROFANUM

13 - 19 września

Kraków

www.sacrumprofanum.pl

Aphex Twin | The CInematic Orchestra

COKE LIVE MUSIC FESTIVAL

20-22 września

Kraków | Lotnisko Muzeum Lotnictwa

www.livefestival.pl

The Killers | 50 Cent | Gentleman

PEPSI VENA FESTIVAL

9 - 11 października

Łódź

www.pepsivenafestival.pl

UNSOUND FESTIVAL

21 - 25 października

Kraków

www.unsound.pl

Biosphere | Stars Of The Lid | Jóhann Jóhannson | Kode9 & The Spaceape | 2562

    KONCERTY

    (alfabetycznie)

    ANGIE STONE

    23 kwietnia | Zabrze | Dom Muzyki i Tańca

    24 kwietnia | Warszawa | Sala Kongresowa

    ANTONY AND THE JOHNSONS

    29 kwietnia | Warszawa | Teatr Wielki

    CESARIA EVORA

    22 marca | Warszawa | Sala Kongresowa

    DEEP PURPLE

    1 maja | Wrocław | Pola Marsowe

    DEPECHE MODE

    23 maja | Warszawa | Stadion Gwardii

    JAMES BLUNT

    19 lutego | Warszawa | Sala Kongresowa

    JEAN-MICHEL JARRE

    6 maja | Wrocław | Hala Stulecia

    MADONNA

    15 sierpnia | Warszawa | Lotnisko Bemowo

    support: Paul Oakenfold

    MARC RIBOT

    27 lutego | Poznań | Stary Browar

    support: Salto

    MARILLION

    9 lutego | Kraków | Hala TS “Wisła”

    10 lutego | Warszawa | Stodoła

    11 lutego | Gdańsk | Centrum Stocznia Gdańska

    MONO

    5 kwietnia | Poznań | Stary Browar

    support: Jeniferever

    NIGEL KENNEDY

    7 marca | Poznań | Blue Note

    10 marca | Kraków | Filharmonia im. K. Szymanowskiego

    12 marca | Warszawa | Stodoła

    14 marca | Lublin | Filharmonia im. Henryka Wieniawskiego

    15 marca | Rzeszów | Filharmonia im. Adama Malawskiego

    17 kwietnia | Kraków | Kino Kijów

    OPETH

    21 marca | Warszawa | Stodoła

    PATRICIA KAAS

    26 kwietnia | Warszawa | Sala Kongresowa

    PIVOT

    27 kwietnia | Warszawa | Powiększenie

    28 kwietnia | Kraków | Alchemia

    RADIOHEAD

    25 sierpnia | Poznań | Park Cytadela

    SEPULTURA

    12 lutego | Katowice | Mega Klub

    support: The Sorrow

    SIMPLY RED

    3 maja | Warszawa | Torwar

    THE CINEMATIC ORCHESTRA

    6 kwietnia | Warszawa | Palladium

    THE RASMUS

    21 lutego | Warszawa | Stodoła

    U2

    6 sierpnia | Chorzów | Stadion Śląski

    support: Snow Patrol

      Posted in Muzykawith 14 Comments →

      Zapaśnik, czyli problemy z filmami Darren’a Aronofsky’ego01.17.09

      Jest rok 2006. Trwa Festiwal Filmowy w Wenecji. O Złotego Lwa walczy “Źródło” (”The Fountain”) Darrena Aronofsky’ego. Krytycy jednak źle przyjmują film amerykańskiego reżysera.  Główną nagrodę zdobywa chińska “Martwa Natura” (”Sanxia Haoren”).

      Jest rok 2008, dwa lata później. Aronofsky wraca do Wenecji ze swoim najnowszym filmem “Zapaśnik” (”The Wrestler”). Co więcej, Wenecja jest pierwszym miejscem, w którym Aronofsky pokazuje swój nowy film.  Złoty Lew tym razem trafia właśnie w jego ręce.

      Czemu o tym piszę? Darren Aronofsky należy bowiem do moich ulubionych reżyserów. Do tej pory widziałem jego “Pi”, “Requiem dla snu” (”Requiem for a Dream”) oraz “Źródło” i każdy z tych filmów był moim zdaniem co najmniej bardzo dobry. “Pi” uchodziło za film kultowy gdy byłem jeszcze w liceum. Wiele osób o nim mówiło, a ja nie miałem pojęcia o co chodzi. Niestety,  obejrzałem go dopiero po “Źródle”. Może gdybym obejrzał go wcześniej bardziej by mi przypadł do gustu, gdyż obecnie uważam go za najsłabszą pozycję w dorobku Aronofsky’ego.  Z kolei “Requiem dla snu” wywarło na mnie wielkie wrażenie. Nie wiem czy ktoś przed Aronofsky’im pokazał w tak sugestywny sposób do czego może doprowadzić uzależnienie od narkotyków.  Ostatnie z całej trójki “Źródło” to moim zdaniem jak dotąd najlepszy z nich. Przez większość filmu akcja toczy się spokojnie, jednak finałowa sekwencja, która splata ze sobą trzy główne wątki to wybitne połączenie obrazu i dźwięku. To był chyba pierwszy film który, po wyjściu z kina, siedział w mojej głowie przez kilkanaście dni, aż do momentu gdy obejrzałem go ponownie. Również w kinie, bo to zarazem jeden z niewielu filmów, na których byłem w kinie dwa razy.

      Oprócz Darren’a Aronofsky’ego te trzym filmy łączy jednak ktoś jeszcze. Tym kimś jest kompozytor Clint Mansell. “Pi”, “Requiem dla snu”, czy “Źródło” wiele by straciły gdyby nie muzyka, którą stworzył Mansell. Najbardziej znanym utworem kompozytora jest zdecydowanie motyw z “Requiem”, “Lux Aeterna” nagrane przy udziale Kronos Quartet, którego można posłuchać na profilu MySpace artysty. Utwór ten jest bardzo często wykorzystywany w trailerach (na przykład w trailerze do drugiej części “Władcy Pierścieni”), a także w reklamach. Jednak to wcale nie ścieżkę dźwiękową uważam za najlepszą. Szczerze to uważam ją za najgorszą z omawianej trójki, gdyż soundtrack tworzy głównie “Lux Aeterna” w kilku wersjach. Bezkonkurencyjna w tym zestawieniu jest moim zdaniem muzyka ze “Źródła”, w tworzeniu której udział wzięli również panowie z Kronos Quartet oraz szkockiej grupy post-rockowej Mogwai.  Płyta może nie ma motywu, który miałby taki potencjał jaki  posiada “Lux Aeterna”, jednak zawiera wiele utworów których słucha się równie dobrze, jeżeli nie lepiej. Mam tu na myśli utwory takie jak choćby “Death is the Road to Awe” z finałowej sceny filmu, czy “The Last Man”, który na MySpace’owym profilu artysty można posłuchać w wersji z gościnnym udziałem Antony’ego Hegarty z grupy Antony and the Johnsons. Muzyka z “Pi” to głównie muzyka elektroniczna. Na płycie oprócz Mansella udzielają się między innymi Autechre, Aphex Twin i Massive Attack.

      “Zapaśnik”, o którym wspomniałem na wstępie to nowy film Darrena Aronofsky’ego, do którego muzykę skomponował Clint Mansell. By posłuchać pierwszego kawałka znów odsyłam na profil w serwisie MySpace. Jak można przeczytać w serwisie FilmWeb:

      Randy “The Ram” Robinson (Mickey Rourke) jest profesjonalnym zapaśnikiem, którego zawał serca zmusza do zakończenia kariery. Porzuca swój ukochany sport na rzecz pracy w delikatesach. Wiąże się ze striptizerką (Marisa Tomei), stara się też poprawić swoje stosunki z córką (Evan Rachel Wood). Jednak odpoczynek od sportu nie trwa długo, wyzwanie rzuca mu jego największy rywal Ayatollah. Randy decyduje się stanąć do ringu, zdając sobie sprawę, że może to być jego ostatnia walka w życiu.

      Poniżej trailer:

      Czas na tytułowe problemy. Są tylko dwa. Drugi wynika z pierwszego. A pierwszy z drugiego (po części).

      Pierwszym problemem jest to, że filmy Aronofsky’ego nie zarabiają albo zarabiają niewiele. Żeby nie być gołosłownym poniżej dane, który znalazłem w serwisach Kinomaniak i The Numbers.

      Budżet filmu “Źródło”: $35,000,000
      Przychody z biletów w USA:$10,144,010
      Przychody z biletów poza USA:$5,834,412
      Przychody z biletów na świecie:$15,978,422

      Budżet filmu “Requiem dla snu”: $4,500,000
      Przychody z biletów w USA:$3,635,482
      Przychody z biletów poza USA:$7,390,108
      Przychody z biletów na świecie:$11,025,590

      Budżet filmu “Zapaśnik” : $6,000,000
      Przychody z biletów w USA (na dzień dzisiejszy)$3,311,968
      Przychody z biletów poza USA (na dzień dzisiejszy)$8,484
      Przychody z biletów na świecie (na dzień dzisiejszy)$3,320,452

      Dla porównania dane kilku innych, moim zdaniem dość kiepskich filmów (dane z tych samych serwisów co powyżej)

      Budżet filmu “Piła III”: $10,000,000
      Przychody z biletów w USA:$80,238,724
      Przychody z biletów poza USA:$84,635,551
      Przychody z biletów na świecie:$164,874,275

      Budżet filmu “Nadchodzi Polly”: $42,000,000
      Przychody z biletów w USA:$88,073,507
      Przychody z biletów poza USA:$170,360,435
      Przychody z biletów na świecie:$258,433,942

      Oczywiście można również znaleźć w tych serwisach filmy słabe, które również nie zarobiły lub zarobiły niewiele. Jednak filmy Aronofsky’ego nie są słabe. Oczywiście nie są to filmy proste w odbiorze, jednak przy odrobinie większej reklamie myślę, że były by w stanie na siebie zarobić. Obecnie o filmach tych wiedzą głównie ludzie interesujący się kinem lub filmami Aronofsky’ego. Może coś da zdobycie przez “Zapaśnika” Złotego Lwa.

      Drugim problemem, jak wspomniałem wcześniej, wynikającym z pierwszego, jest ilość dostępnych kopii filmów Aronofsky’ego. W związku z ich niewielką ilością, data polskiej premiery “Źródła” była przesunięta w stosunku do amerykańskiej wprawdzie tylko o 2 miesiące, jednak na całą Polskę mieliśmy chyba tylko dwie kopie filmu. Moje przypuszczenia wynikają z liczby projekcji, które odbywały się w polskich kinach. Na dodatek w Szczecinie film można było obejrzeć jedynie w kiniarnii kina Pionier.  Wprawdzie jest to najstarsze nieprzerwanie działające kino na świecie, ale nie każdemu może odpowiadać oglądanie filmu w małej salce, gdzie w połowie filmu trzeba zmienić taśmę.  Mniejsza o “Źródło” - było, minęło. Zatrważające jest to, że “Zapaśnika”, który w USA premierę miał 17 grudnia u nas zobaczymy w maju(?).

      Spodziewam się, że większość fanów kina Aronofsky’ego nie będzie czekać i obejrzy piracką kopię filmu. Tym samym film zarobi mniej.  Naprawdę z chęcią poszedłbym do kina na “Zapaśnika”. Nawet zapłaciłbym jakąś rozsądną kwotę by pobrać go z sieci i obejrzeć w domu. Jednak obecnie jedyną legalną możliwością obejrzenia filmu jest wycieczka na Łotwę, gdzie film miał premierę 9 stycznia.

      Na koniec dodam, że na rok 2010 przewidziana jest premiera nowej wersji RoboCop’a w reżyserii Aronofsky’ego. Mam nadzieje, że w Polsce nie będziemy musieli na ten film czekać do 2011.

      Posted in Film, Muzykawith 15 Comments →

      O potrzebie, czyli o polskim słowie w amerykańskiej kulturze01.15.09

      Podczas nadrabiania zaległości czytelniczych, natknąłem się dziś na ciekawy wpis na blogu Jeff’a Atwood’a.  Sam wpis dotyczył prezentów dla geeków, i sam w sobie nie był zbyt interesujący, jednak zawierał bardzo ciekawą informację na temat twórcy systemu składu drukarskiego TeX i autora wielotomowej  “Sztuki programowania” - Donalda Ervina Knutha. W kwietniu 1957 roku młody 19-letni Donald stworzył bowiem system miar i wag Potrzebie, opublikowany w  33 numerze amerykańskiego czasopisma Mad.

      Skąd wzięła się nazwa systemu stworzonego przez Knuth’a? Jak możemy przeczytać w Wikipedii (również w wersji angielskiej gdzie informacji jest nawet więcej) wszystko zaczęło się od słowa “Potrzebie” zauważonego na ulotce aspiryny w języku polskim, które zaintrygowało redaktora magazynu Mad, Harvey’a Kurtzman’a na tyle, że postanowił je umieścić w magazynie w różnych miejscach jako absurdalną ciekawostkę dla uważnych czytelników. Pierwszy raz słowo pojawiło się w numerze 10 magazynu Mad i po jakimś czasie stało się bardzo popularnym zwrotem, używanym w codziennych konwersacjach, wśród czytelników czasopisma.

      Na bazie tej popularności w 33 numerze Mad Donald Knuth opublikował swój system wag i miar Potrzebie. Podstawową jednostką systemu jest jedno potrzebie, którego długość jest równa średniej grubości 33 numeru magazynu Mad, czyli 2.263348517438173216473 mm. Cały system można zobaczyć klikając ten link (prowadzi do obrazu z angielskiej Wikipedii).

      Prawie dokładnie rok temu, bo 10 stycznia 2008 roku, Donald Knuth obchodził 70 urodziny. Z tej okazji Google wprowadziło do swojego kalkulatora możliwość dokonywania obliczeń w systemie Potrzebie oraz możliwość konwersji do układu SI. Na przykład pi kilopotrzebie to niewiele ponad 7 metrów, a e (cubic hectopotrzebie) to około 31.5 litra.

      potrzebie

      Nasza Wirtualna Polska może się jedynie pochwalić tym, że wie ile to nic.

      Posted in Informatyka, Internetwith 5 Comments →

      Książki, filmy, muzyka i gry, czyli Szuflera plusy i minusy01.13.09

      Szufler to, jak można przeczytać u źródła, serwis pozwalający na komentowanie muzyki, filmów, książek i gier oraz pomoc w wyborze ciekawych pozycji dla użytkownika poszukującego inspiracji albo jego znajomych. Po raz pierwszy zetknąłem się z nim na blogu Artura Kurasińskiego, który jest jednym z twórców serwisu.  Serwis ten zaciekawił mnie z kilku powodów. Najważniejszym z nich jest to, że często spędzam wolny czas czytając książki, oglądając filmy czy też grając w gry komputerowe (muzyki słucham prawie non stop). Serwis, w którym mógłbym trzymać listę  przeczytanych książek, obejrzanych filmów, przesłuchanych płyt i gier w które gram lub grałem wydał mi się zatem niezwykle interesujący. Czym prędzej stworzyłem więc konto.

      szufler

      Rejestracja jest banalnie prosta i jeżeli czegoś jej brakuje to jedynie pominięcia zakładania kolejnego konta wykorzystując OpenID. Po kiklu minutach byłem już zalogowany w serwisie. Przyszła kolej na pierwsze oceny. Zacząłem od mojej ulubionej książki, a mianowicie “Czarnych Oceanów” Jacka Dukaja. Okazało się, że pozycja ta nie figuruje jeszcze w bazie Szuflera. Nie zraziło mnie to, gdyż serwis jest na tyle świeży, że takie braki są jak najbardziej zrozumiałe. Również zrozumiałe, a zarazem oczywiste jest dla mnie to, że skoro książki Dukaja w serwisie nie ma to mogę ją dodać.  I rzeczywiście Szufler pozwala użytkownikom uzupełniać serwis. Opcja ta działa świetnie - wpisujemy tytuł książki i  po chwili możemy wybrać okładką oraz opis, z grona kilku proponowanych przez serwis. Podobnie jest z grami, filmami i muzyką. Duży plus, mimo że czasami zdarzają się błędy jak podczas dodawania płyty “I’m A Bird Now” Antony and the Johnons, gdy proponowane opisy dotyczyły innych albumów tego zespołu. Jest również i minus. Podczas dodawania książek nie mamy osobnego pola tekstowego na autora. To samo dotyczy muzyki. Po co w Szuflerze informacja o autorze? Po pierwsze do jednoznaczego określania książek lub płyt o tym samym tytule. Owszem, jak można zauważyć, użytkownicy serwisu w pole tytuł wpisują autora i tytuł, jednak nie muszą, nie jest to w żaden sposób sprawdzane. Po drugie informacja taka mogłaby być użyteczna dla drugiej głównej funkcjonalności serwisu czyli rekomendacji. Jeżeli ktoś czyta dużo książek Lema i ocenia je wysoko to naturalną koleją rzeczy jest polecić mu inne pozycje z dorobku tego autora, których, wedle informacji w profilu, jeszcze nie zna. Kolejnym minusem jest też brak możliwości edycji danych książki (płyty, gry, filmu).

      Po dodaniu kilku pozycji mogłem przystąpić do oceniania i recenzowania. Tu niestety spotkał mnie kolejny zawód, o którym wspomniał już Grzegorz Marczak na swoim blogu. Otóż nie możemy ocenić niczego nie dodając przy tym komentarza. Fakt, można to obejść zostawiając komentarz pusty. Jeszcze gorzej gdy wybierzemy ocenę i ją zatwierdzimy, wtedy nasz komentarz będzie domyślnym “Oceń ten tytuł i napisz swoją własną recenzję. Pamiętaj że masz tylko 180 znaków :)”.  Na dodatek komentarze nie mogą być edytowane ani usuwane, chociaż ta ostatnia opcja jest planowana. Komentarze są ograniczone do 180 znaków. Moim zdaniem to wielki minus. 180 znaków to moim zdaniem za mało by kogoś przekonać do zapoznania się z konkretną pozycją. Dużo bardziej niż rekomendacjom wygenerowanym przez algorytm ufam dobrej recenzji, szczególnie po doświadczeniach z serwisu last.fm, gdzie mimo kilkudzięciu tysięcy przesłuchanych utworów systemowi rekomendacji dość rzadko udaje się polecić mi coś ciekawego. Dlatego jestem zwolennikiem recenzji z prawdziego zdarzenia.

      Kolejne wnioski nasunęły mi się po przejrzeniu kilku losowo wybranych profili. Niestety są one (wnioski) głównie negatywne. Po pierwsze nazwy “lista poznanych”, “na tapecie” i “lista życzeń” są moim zdaniem słabe i przede wszystkim panuje w nich zamęt, gdyż często nie wiadomo czy dana pozycja to film, gra, książka czy płyta.  Podział na kategorie pozwolił by na wprowadzenie znacznie lepszych i więcej mówiących nazw jak: “przeczytałem”, “obecnie czytam”, “chcę przeczytać”, “gram”, “chcę posłuchać” itd. Dodatkowo gdybym chciał komuś tylko zaprezentować to co czytam, lub jakie filmy oglądałem nie mam takiej możliwości.

      Na koniec przyczepię się do hasła “bo o gustach się dyskutuje”, które wydaje mi się trochę nietrafione, gdyż na Szuflerze dyskutować nie można. Z jednej strony to wielka szkoda jednak z drugiej jest strach, że dyskusja będzie na poziomie tej z Onetu.

      Podsumowując, uważam że Szufler to bardzo interesujący serwis, który niestety nie ustrzegł się wielu, czasem bardzo prostych, błędów. Błędy da się jednak naprawić, trudniej będzie natomiast ze zmianą wizji serwisu, która obecnie według wypowiedzi Artura Kurasińskiego (w dyskusji na GoldenLine) nie przewiduje wprowadzenia recenzji. Mimo to, nie zamierzam kasować konta i liczę na szybką poprawę wypomnianych błędów.

      Plusy:

      - szybka i bezbolesna rejestracja

      - proste dodawanie nowych książek, filmów, płyt i gier (mimo czasami pojawiających się drobnych błędów)

      Minusy:

      - brak wykorzystania OpenID

      - brak autora podczas dodawania książki, płyty

      - brak możliwości edycji informacji o książce, płycie, filmie czy grze (nawet jeżeli samemu się ją dodało)

      - brak możliwości tylko oceniania (bez jednoczesnego komentowania)

      - brak możliwości edycji i usuwania własnych komentarzy

      - ograniczenie komentarza do 180 znaków

      - brak podziału na kategorie w profilu (filmy, muzyka, książki, gry)

      Posted in Internet, Kultura, Startupwith 2,837 Comments →

      Dobry początek roku, czyli nowa płyta i koncert Antony and the Johsons01.11.09

      Na wstępie zaznaczę, że Antony and the Johnsons od czasu przesłuchania płyty “I’m A Bird Now” plasuje się na szczycie moich ulubionych wykonawców. Dlatego, jeżeli chodzi o muzykę to ten rok zaczął się dla mnie naprawdę dobrze (a poprzedni dobrze się skończył, bo informacje o koncercie pojawiły się w grudniu).

      Nowa płyta Antony and The Johnsons zatytułowana “The Crying Light” ma mieć premierę 19 stycznia, jak podaje oficjalna strona artysty. Jednak na wspomnianej stronie płytę możemy zamówić i pobrać w formacie MP3 już dziś. Pozwalają na to dwie z trzech dostępnych opcji zakupu płyty. Pierwsza opcja to tylko download płyty w postaci MP3, za który zapłacimy około 36 zł, co uważam za wyjątkowo przystępną cenę. Druga opcja to tylko CD, które zostanie nam dostarczone po premierze (około 54 zł). Ostatnia możliwość to CD (po premierze) + download MP3 (w każdej chwili). Za ostatnią opcję zapłacimy około 63 zł, a jako bonus otrzymamy utwór “My Lord My Love” w formacie MP3 (nie będzie go na CD).  Dla osób, które wolą podejście “try before you buy” polecam odwiedzenie serwisu YouTube (link do jednego utworu, ale całą resztę można znaleźć obok w sekcji “Podobne filmy wideo”). Dla mnie Antony and the Johnsons to tak solidna firma, że płytę (wraz z MP3) zamówiłem od razu.

      Na płycie znajdują się cztery utwory, które znałem już wcześniej: “One Dove” i “Dust and Water” z koncertu we Wrocławiu, “Kiss My Name” z urywków koncertów dostępnych na YouTube oraz “Another World” z profilu artysty na MySpace.  Z tej czwórki nie przepadam jedynie za “Dust and Water”. Oprócz wspomnianych utworów, na płycie znajduje się jeszcze sześć kompletnie (dla mnie) nowych. Dość szybko, bo po kilku przesłuchaniach albumu, moim bezkonkurencyjnym ulubieńcem stał się “Dayligh and the Sun”. Wysoko w moim prywatnym rankingu plasują się również trzy wcześniej wspomniane utwory oraz “Epilepsy Is Dancing” i tytułowy “The Crying Light”.  Czy nowy album jest lepszy od “I’m A Bird Now”? Moim zdaniem nie. Poprzednia płyta była w opinii wielu (i mojej) rewelacyjna. “The Crying Light” jest albumem tylko dobrym.

      Antony and the Johnsons “The Crying Light”

      Secretly Canadian, 2009

      thecryinglight

      indie, baroque pop

      Drugą dobrą wiadomością jest trasa koncertowa “The Crying Light Tour”, przy okazji której Antony and the Johnsons zagrają koncert w Warszawskim Teatrze Wielkim 29 kwietnia. Niestety nie jest tak dobrze, jak mogłoby być, gdyż ceny biletów są bardzo wysokie. Bilety są w cenach 160 zł, 210 zł, 260 zł, 310 zł, 370 zł i 450 zł. Przy czym bilety za 160 zł nie są jak na razie dostępne w sprzedaży i nie wiadomo czy będą. Czyli jak wynika ze strony New Music Art - organizatora koncertu, obecnie najtańsze dostępne bilety kosztują tyle co najdroższe bilety na zeszłoroczny, odwołany z powodu problemów zdrowotnych artysty,  koncert. To wszystko sprawia, że nadal jest sporo wolnych miejsc. Wszystkim, których ceny polskiego koncertu przerażają i mieszkają dość blisko niemieckiej granicy polecam kurs na Berlin, gdzie koncert odbędzie się 24 kwietnia a najdroższe bilety są w cenie 45 euro.  Bilety, których niestety zostało już bardzo niewiele, można kupić pod tym adresem. Ja mimo wszystko wybieram się do Warszawy i już nie mogę doczekać się “Daylight and the Sun” w wersji live.

      Posted in Muzykawith 5 Comments →

      Podsumowanie 2008, czyli najlepsze płyty 200701.11.09

      Początek nowego roku zawsze skłania do podsumowań tego co zdarzyło się w roku ubiegłym. Ja natomiast chciałbym podsumować płyty wydane w roku 2007, a nie 2008. Głównym powodem jest to, że podsumowanie najlepszych płyt 2008 roku w tym momencie było by po prostu niekompletne. Nadal jest dużo interesujących płyt wydanych w ubiegłym roku, których jeszcze nie zdążyłem przesłuchać lub o których dopiero się dowiedziałem czytając płytowe podsumowania na kilku blogach i w prasie. Dodatkowo roczny poślizg gwarantuje, że albumy w rankingu przeszły (krótką) próbę czasu.

      Ranking zawiera płyty wydane w roku 2007, których najczęściej słuchałem w roku 2008. Swoje zestawienie przygotowałem na podstawie informacji zgromadzonych w serwisie last.fm. Niestety nie odbyło się bez własnego udziału w przygotowywaniu statystyk, gdyż informacje o albumach są bardzo często niekompletne.

      W 2008 roku słuchałem w sumie 409 różnych płyt w tym 89 wydanych w roku 2007. Poniżej mój ranking 20 najlepszych. Pod każdym albumem gatunki za wikipedią oraz link do najlepszego moim zdaniem utworu z płyty.

      20. Klaxons “Myths of the Near Future”

      mythsofthenearfuture

      dance-punk, indie rock, new rave

      “Atlantis to Interzone”

      19. Robert Wyatt “Comicopera”

      comicoperarock, jazz

      (niestety, bez linku)

      18. L.U.C. & Rahim “Homoxymoronomatura”

      homoxymoronomatura

      trip hop

      “Homoxymoronomatura”

      17. Shy Child “Noise Won’t Stop”

      noisewontstop

      8-bit, indie rock

      “Drop the Phone”

      16. Frog Pocket “Come on Primates”

      comeonprimates

      electronica, experimental

      “Dungeon Hills”

      15. M.I.A. “Kala”

      kala

      dance, alternative hip-hop, electronic

      “Jimmy”

      14. Björk “Volta”

      volta

      electronica, alternative

      “Dull Flame of Desire (feat. Antony Hegarty)”

      13. José González “In Our Nature”

      inournature1

      indie, folk

      “Cycling Trivialities”

      12. The Arcade Fire “Neon Bible”

      neonbible

      indie rock

      “No Cars Go”

      11. Thurston Moore “Trees Oustide the Academy”

      treesoutsidetheacademy

      alternative rock

      “Silver Blue”

      10. Burial “Untrue”

      untrue

      dubstep

      “Archangel”

      9. Arcitc Monkeys “Favourite Whorst Nightmare”

      untitled

      post-punk, garage rock

      “Balaclava”

      8. Vic Chesnutt “North Star Deserter”

      northstardeserter

      folk rock

      “Debriefing”

      7. Worrytrain “Fog Dance, My Moth Kingdom”

      fogdancemymothkingdom

      experimental, ambient

      “For Auschwitz”

      (link wyjątkowo do MySpace)

      6. Gui Boratto “Chromophobia”

      chromophobia

      house, progressive house, techno, minimal techno

      “The Verdict”

      5. PJ Harvey “White Chalk”

      whitechalk

      experimental rock, alternative rock, piano

      “When Under Ether”

      4. John Powell “The Bourne Ultimatum”

      thebourneultimatum

      score

      “Waterloo”

      3. Eluvium “Copia”

      copia

      ambient

      “Radio Ballet”

      2. Muchy “Terroromans”

      terroromans

      alternative rock

      “Brudny Śnieg”

      1. Róisín Murphy “Overpowered”

      overpowered

      alternative, electronica, dance, disco, pop

      “You Know Me Better”

      Posted in Muzykawith 11 Comments →

      • You Avatar